Obserwatorzy

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenting. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

MAM Learn To Brush Set

Witajcie :)

Dzisiaj chciałam przedstawić moją opinię na temat zestawu szczoteczek do zębów dla dzieci w wieku 6msc+ firmy MAM Learn To Brush Set. Zapraszam do zapoznania się z ofertą www.sklep.mambaby.pl

Zestaw szczoteczek edukacyjnych do mycia zębów

  • szczoteczka z długą rączką umożliwia rodzicom mycie pierwszych zębów wspólnie z dzieckiem
  • szczoteczka z krótką rączką jest wygodna w trzymaniu – umożliwia dziecku samodzielne mycie zębów
  • proste w użyciu
  • atrakcyjny design

W zestawie otrzymujemy dwie szczoteczki (jedna długa, druga krótka) i tarczkę zabezpieczającą przed zbyt głębokim włożeniem do buzi szczoteczki przez malucha.
Już przy 'pierwszym spotkaniu' rzuca się w oczy ciekawy design produktu, który przyciąga wzrok i dorosłego i dziecka.

Szczoteczki wykonane są z solidnego materiału. Moje córki używają ich już długo i nie widać żadnych odkształceń włosia, uszkodzeń. Co ważne nie posiadają Bisfenolu A! Część myjąca jest dodatkowo miękka i delikatna dla dziąsełek.

Obie pokryte są gumowymi elementami, które sprawiają, że szczoteczki nie wyślizgują się z malutkich rączek, pewnie się trzymają i pełnią dodatkową funkcję: gryzaka! Mała Zosia boleśnie ząbkuje i dzięki Learn To Brush Set łączy przyjemne z pożytecznym - masuje dziąsełka i myje ząbki.

Jedna ze szczoteczek posiada dłuższą rączkę, dzięki czemu mamy umożliwione trzymanie jej razem z dzieckiem i pomaganiu mu w wykonywaniu prawidłowych ruchów. Set posiada także doskonale wyprofilowaną główkę szczoteczki, która jest odpowiednia wielkością i kształtem do małych buziek.

Po otrzymaniu szczoteczek, które wybrałam z przeznaczeniem dla młodszej córki, musiałam podarować jedną starszej, bo jak to dziecko pozazdrościła siostrze :) I tu mogę wskazać różnicę między MAM, a  inną firmą - szczoteczka Learn to Brush ma bardziej miękkie włosie, przez co zwiększa się komfort mycia, bo nic w buzi drapie. Łatwiej utrzymać ją także w czystości. Stara szczoteczka "poszła w odstawkę".

Dzięki MAM nie muszę namawiać córeczek do mycia zębów - dla nich to radość i frajda.






poniedziałek, 25 lutego 2013

Butelka Treningowa MAM Trainer

Witam.
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją butelki treningowej Trainer firmy MAM Baby, którą dostałam w ramach współpracy. (Zapraszam na  http://sklep.mambaby.pl)
Dość długo zwlekałam z opinią, gdyż razem z Zosią chciałyśmy przetestować butelkę na wszystkie możliwe sposoby. Nie zawiodłyśmy się :)

Butelka treningowa Trainer (220ml)
  • butelka niekapek 
  • miękki ustnik 
  • wyjątkowo małe, wygodne uchwyty
  • atrakcyjny design (motyw bajkowi przyjaciele)
  • prosta w użyciu 
  • BPA FREE
Cena: 32,39zł

Od razu po wyjęciu butelki z opakowania rzuca się w oczy ciekawy design przyjazny oczom dziecka (różowy kolor i stworki rodem z Pac-mana przy miarce, dzięki którym maluch bez zastanowienia łapie za butelkę), oraz (co pierwszy raz widzę) miarka na osłonce ustnika :)

Ustnik wykonany jest z miękkiego, ale co najważniejsze trwałego materiału, który posiada zgrubienia skutecznie masujące obolałe ząbkowaniem dziąsełka. Moja Zosia kiedy nie piła i tak trzymała ustnik w buzi, gryzła, masowała i tarła bolące miejsca i widać przynosiło jej to ulgę.

Butelka wyposażona jest także w uchwyty, aby maleństwu było łatwo pić i to się sprawdza - nic z rąk nie wyślizguje się, a mała trzyma je pewnie w rączkach.
Sama butelka posiada kształt, który sprzyja trzymaniu jej w malutkich paluszkach nawet bez uchwytów - tak Zosia pije najczęściej :)

Co do jej właściwości faktycznie nic nie kapie! Ustnik zabezpieczony jest specjalnym zaworem, który 'wypuszcza' płyn kiedy dziecko naciśnie, nagryzie ustnik dziąsłami/zębami. Jeśli tego nie zrobi, nic nie wyleci nawet przy potrząsaniu, przechylaniu. Jest to dobre rozwiązanie, dlatego że dziecko samo może regulować jak dużo płynu poleci do jego buzi i jak szybko się to stanie.
Dla mnie jest to duży plus, gdyż Zosia pija mleko z kaszką, która zagęszcza płyn na tyle, że ze zwykłych smoczków nawet tych specjalnie przeznaczonych do kaszek, nic nie chce lecieć, albo leci powoli i wypadałoby dziurkę powiększyć, a z czym się to wiąże? Ze zniszczeniem smoczka, który może do użytku już się nie nadawać. Z butelką treningową MAM nie ma tego problemu, kaszka wypływa jak należy i w jakim tempie Zosia chce.

Nie ukrywam, że musiało minąć trochę czasu i kilka prób zanim Zosia zaczęła pić z Trainera. Wszystko zależy od dziecka, w jakim tempie nauczy się tej sztuki ;) Już tłumaczę dlaczego. Zosia jest prędka i niecierpliwa, wszystko musi mieć 'już, teraz, natychmiast', więc przyzwyczajona do picia ze zwykłych butelek, gdzie wszystko samo leciało, brała ustnik do buzi i odkładała butelkę. Zamieniałam wtedy ustnik na smoczek od innej butelki (plus za taką możliwość) i mała piła ze swojego starego. Nie dałam jednak za wygraną i dając jej soczek sama naciskałam lekko na zaworek, Zosia kiedy poczuła jakie dobroci znajdują się w butelce próbowała jak się do tego dobrać i opanowała nową umiejętność picia z butelki treningowej :)
Od tej pory pije chętnie.

Kolejnym plusem dla Trainera jest łatwe mycie, składanie i trwałość.
Używamy jej już około miesiąca i nie widać nawet małych śladów zniszczenia, otarć, ani przebarwień. Miarka i obrazki nic się nie starły! Co w innych butelkach bywało zmorą.

Butelka/kubek nadaję się do picia zarówno herbatek, soczków, napoi jak i mleka/kaszki, więc jest w pełni funkcjonalna.

Myślę, że przybliżyłam wam już zalety butelki treningowej. Wad nie zauważyłam. Z czystym sumieniem mogę ją polecić wszystkim mamom. Jestem bardzo zadowolona, że mogłyśmy ją testować - stała się ona numerem jeden.

A już wkrótce recenzja szczoteczek do zębów również firmy MAM.

Zapraszam także do skorzystania z rabatu w sklepie internetowym dla fanów na facebooku (banner po lewej).

Pozdrawiam, Karolina







piątek, 30 listopada 2012

Chusteczki Wickies na plus


Dzisiaj przychodzę do Was z szybką recenzją Kauflandowych chusteczek nawilżanych Wickies Sensitive. Spieszę się z pisaniem, gdyż dzisiaj jak każdy wie Andrzejki, a ja u boku mam właśnie Andrzeja i masa roboty przede mną - impreza się szykuje. Na szczęście wczoraj zdążyłam zrobić już dwie sałatki (ilość jak dla wojska:)) i ciasto chałwowe.

Chusteczki Wickies omijałam zawsze szeeerokim łukiem, gdyż zraziła mnie ich zielona wersja - faaaatalny skład jak dla dzieci (dorosłym też bym nie poleciła), opakowanie się rwało więc chusteczki wyschły w zastraszającym tempie (a ponoć są mocno nawilo zaznać), na dodatek zapach tak mnie odstraszył, że wymęczyłam jedną paczkę i podziękowałam (ścierałam nimi kurze).
Od tamtego czasu minęło ze dwa lata, aż w końcu za namową znajomej spróbowałam ich niebieskiej wersji Sensitive z wit. E w cenie około 4-5zł. Nie zawiodłam się.

Chusteczki mają bardzo fajne zamknięcie, które nie psuje się i zapobiega wysychaniu. W opakowaniu jest 80 sztuk, a więc całkiem niezły wynik.
Wiele osób narzeka na ich zapach, dla mnie jest prawie niewyczuwalny i uważam, że jest w porządku. Jeżeli nie będziemy sobie ich podstawiać pod nos nic nie poczujemy - przecież w składzie nie ma nawet środków perfumujących.
Działanie główne, czyli stosunek chusteczek do zmywania pupy niemowlęcia zaliczone pozytywnie :D
Chusteczki nie są, ani za mokre, ani za suche, więc dobrze czyszczą maleństwo. Są miękkie, nie drą się, ani nie podrażniają, więc spokojnie rączki i buzie umyć nimi też możemy.
Ja chętnie zmywam nimi makijaż, gdyż nie drapią mnie szczególnie pod oczami jak było w przypadku biedronkowych chusteczek Dada, które nota bene były za mokre i zostawiały śliską warstwę.

Znawcą składów nie jestem, ale widzę, że nie ma w nich konserwantów takich jak np. parabeny. Nie ma w nich także PEG.
Widzę za to  Coco-glucoside, Pantenol, Alantoine, ekstrakt z aloesu i wit. E. Nie jestem pewna co do konserwantów użytych w tych chusteczkach, ale widziałam już gorsze składy w bardziej popularnych markach. Dodatkowo nie są one przecież w ciągłym kontakcie ze skórą.

Tak czy siak, Wickies złe nie są i mogę je polecić. Ja wiem, że wrócę do nich, do niebieskiej wersji oczywiście.

Pozdrawiam




czwartek, 18 października 2012

Hartuś na odporność

Zanim zapoznacie się z moimi kosmetykami przygotowałam dla was recenzję syropku dla dzieci Hartuś na Odporność, który dostałam w ramach testów od portalu Uroda i Zdrowie około 2 tygodnie temu.

Paczka bardzo mnie ucieszyła ponieważ jak wiadomo w okresie jesiennym wszyscy, a szczególnie dzieci jesteśmy narażeni na wszelakie infekcje, przeziębienia i inne podobne problemy. Ja wolę jesiennych pogód nie bagatelizować i uodparniać moją córkę.

Na początek zajmijmy się reakcją Angeliki na temat smaku. Już po pierwszej łyżeczce skomentowała "mmm truskawkowy - mój ulubiony" i już tak zostało, regularnie codziennie sama woła o porcję syropku, czyli na pewno jej smakuje. Ja zaciekawiona również skosztowałam i faktycznie jest dobry, smakiem przypomina mi rozpuszczalne gumy, czyli dla dzieci w sam raz  :)

Kolor syropku jest różowo-czerwony, zapach również zachęcający.

Co do kwestii jego zastosowania i działania.  Hartuś to suplement diety zawierający w swoim składzie między innymi witaminę C, cynk oraz beta glukan. Jak wiadomo witamina C jest najważniejszą witaminą dla systemu odpornościowego.
Cynk również wpływa na pracę układu odpornościowego tak samo jak beta glukan który silnie mobilizuje układ immunologiczny, czyli wszystko to co potrzeba aby tą odporność wzmocnić. Wiem, wiem masło maślane, ale o to właśnie chodzi. Wzmacniać, wzmacniać, wzmacniać.

Przechodząc do meritum, moja córka jest średnio odporna. Może nie choruje ciężko, ale często zdarza się katar, kaszel. Nawet zaczynając stosować Hartusia mała zaczynała kaszleć i ogólnie była osłabiona. Jaka była moja radość, gdy po dwóch dniach kaszel minął i nie musieliśmy iść do lekarza. Uważam, że to zasługa Hartusia, że przeziębienie nie rozwinęło się. Poza tym syrop stosujemy już od blisko 3 tygodni i w tym czasie mała nie przechodziła żadnego kataru i była zdrowa jak należy za co duży plus :) dodam jeszcze, że mała codziennie biega po podwórku, więc jest narażona na infekcje, a dzięki temu suplementowi udaje się ich uniknąć.
Podsumowując Hartuś zostanie z nami na dłużej.

Pozdrawiam


poniedziałek, 1 października 2012

Paczuszka

Cześć


Dziś miał być post typu misz-masz, czyli kilka tematów w jednym, niestety nie zdążyłam przygotować tego co zaplanowałam czyli delikatny turkusowy makijaż, czerwono czarny pękaczowy manicure i odżywianie włosów kremem Bambino. Ale to następnym razem :)
W zamian pochwalę się paczuszką która z rana dostarczył mi kurier od portalu Uroda i Zdrowie, w której był syrop na odporność Hartuś dla mojej córeczki, która od razu podjęła się testu i stwierdziła, że smakuje 'truskawkami i miodkiem' pewnie dlatego, że ma słodki truskawkowy smak :)

Teraz uciekam robić jakieś jedzonko. Pozdrowienia

czwartek, 6 września 2012

Sudomax

Witajcie :)

Już jakiś czas temu wspominałam wam, ze dostałam od Sudopharmy do testów znany wam już krem Sudomax. Ja o tyle byłam zadowolona, że mam dwójkę małych dzieci, dla których krem tego typu jest niezbędny i chętnie go używaliśmy. W swojej karierze mamy przetestowałam już kilka tego typu kremów, więc miałam także porównanie.
Od producenta:

Co to jest krem SUDOMAX?                      
Krem SUDOMAX to niezwykle delikatny, hipoalergiczny i antybakteryjny krem ochronny, stworzony z myślą o wyjątkowo delikatnej i "bezbronnej" skórze - skórze małego dziecka. Krem przeznaczony jest przede wszystkim do codziennej pielęgnacji i ochrony skóry w miejscach podrażnionych oraz w tzw. strefie okołopieluszkowej.
Krem SUDOMAX może być stosowany również przez dorosłych.

Dla kogo przeznaczony jest krem SUDOMAX?                                               

Krem SUDOMAX przeznaczony jest dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych.
Dzięki trosce o zachowanie jego hipoalergiczności zapewnia doskonałą ochronę wyjątkowo wrażliwej skórze.
Przeznaczony jest do ochrony przed podrażnieniami występującymi w strefie okołopieluszkowej oraz dla osób mających problemy ze skórą trądzikową. Doskonale się sprawdza przy defektach estetycznych i podrażnieniach skórnych występujących w wyniku ucisku w przypadku długotrwałego przebywania w pozycji leżącej lub przy nietrzymaniu moczu.
Krem nie zawiera parabenów, PEG-ów, sztucznych kompozycji zapachowych a także alkoholu benzylowego, benzoesanu benzylu i cynamonianu benzylu o właściwościach uczulających.

Moje spostrzeżenia:                                                                                        
Dzieci: krem dobrze spisywał się w codziennej pielęgnacji przy zmianach pieluszek. Stosowaliśmy go na zaczerwienienia i zaczątki odparzeń i po 1-2 dniach nie było śladu po czerwonej pupie (ekstremalnego odparzenia typu pęcherze, otarcia nie mieliśmy). Gdy mała brała antybiotyk w miejscu gdzie gumki od falbanek pampersa dotykały skóry powstawały czerwone krosty, które w miarę dotyku, ekspozycji na słońce zaogniały się - krostki także smarowałam Sudomaxem i zauważyłam ich załagodzenie i szybsze gojenie. Starszej córce Sudomaxem smarowałam ukąszenia po komarach i też było lepiej.
Dorośli: Ja kremowałam sobie nim twarz, gdy chciałam rozpulchnić sobie skórę np. nosa przed oczyszczaniem i było ok. Na kolegów w postaci pryszczów, krostek działał wysuszająco, chociaż efekt błyskawiczny nie był. Nie mniej jednak do załagodzenia krost się nadaje.

Ogólnie porównując go do jego droższego kolegi zauważyłam, że Sudomax ma nieco łagodniejsze działanie co dla jednych może być zaletą, dla innych wadą. Jego kolega działał szybciej, mocniej przez co można było przesuszyć skórę, za to Sudomax działa łagodniej i więcej nawilża.
Daje Sudomaxowi duży plus za konsystencję. Jego kolega topornie się rozsmarowywuje i nie wchłania się do końca zostawiając białe plamy co przy pielęgnacji np. pach u dzieci było uciążliwe. Sudomax wchłania się lepiej i przez to nie brudzi no i smarowanie ma lepsze.

rozsmarowany :)

niedziela, 19 sierpnia 2012

Love Lovi

Witam. Spieszę do was z obiecaną recenzją butelki Lovi z którą ja i moja córka bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i jak na razie nie zamierzamy zamienić jej na inną.




Na zdjęciach widzicie Zosię i Lovi w akcji, więc od razu przepraszam jeżeli komuś nie podoba się soczkowa estetyka ;p

Mamy wersję mniejszą 150ml samosterylizującą, ale planujemy kupić już dużą butlę bo mały żarłok potrzebuje więcej, a ta zostanie do picia herbatek i soczków jak na razie :).
Samosterylizacja w mikrofalówce przez pierwsze miesiące była dla mnie wielkim ułatwieniem, bo nie musiałam po każdym jedzeniu grzać wody i wyparzać butelki wrzątkiem, a to największym problemem i zachodem było oczywiście w nocy.
Kilka słów od producenta:
Cechy produktu
Dynamiczny smoczek:
  • pobudza dziecko do  aktywnego ssania (jak podczas karmienia piersią)
  • stymuluje prawidłowe oddychanie przez nos 
  • wspomaga naturalny rozwój zgryzu
  • wspiera rozwój mowy
  •  umożliwia łączenie karmienia butelką z karmieniem piersią 
  • zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia kolki
Specjalnie zaprojektowany kapsel Lovi służący do sterylizacji butelki

Kapsel Lovi pozwala wysterylizować butelkę oraz wszystkie jej części w kuchence mikrofalowej w zaledwie 90 sekund. Do kapsla należy wlać odpowiednią ilość wody, umieścić w nim wszystkie części, przykryć butelką i umieścić w kuchence mikrofalowej. Po chwili butelka jest gotowa do karmienia. 

Montaż butelki to nic prostszego, w nocy robiłam to już automatycznie. Teraz już nie sterylizuję butelki za każdym razem, ale i tak jest to bardzo pomocna możliwość.

Smoczek w zestawie zawsze jest 0+ więc dla większego dziecka trzeba dokupywać za co minus bo powinny być porobione jakieś grupy wiekowe, aby kupując butelkę nie musieć od razu kupować nowego smoczka a tego z zestawu wyrzucać..

Co do samego smoczka, to jest on bardzo miękki i łatwo się go czyści. Dokupiłam ten trójprzepływowy i jestem z niego zadowolona. Butelkę wraz ze smoczkiem mamy już pół roku a smoczek jest w stanie idealnym! nigdzie nie pękł, nie rozciągnął się, nie zrobił się klejący, nie powiększyła się dziurka, nie ma zapachu. Zwykłe smoczki co miesiąc musiałam wyrzucać, bo robiła się z nich tzw. klejąca, śmierdząca 'ciapa'.
Dziecko pije z niego chętnie, nie krztusi się. Jedynym minusem jest to, że smoczek zapowietrza się i skleja i co jakiś czas trzeba małej wyciągać z buzi i nacisnąć go aby powietrze odeszło. Dla nas jest to nie problem bo nauczyłam się to robić tak szybko, że mała łapie tylko głebszy oddech i już ma mońka w buzi :) Na początku mnie to denerwowało, ale jako iż nie miałam lepszej butelki w dłoni jestem skłonna to wybaczyć.
Czytałam gdzieś, że wystarczy lżej dokręcać, ale jak dokręcałam słabiej zdarzało się, że smoczek zginał się i ciekło spod niego mleko zalewając szyję małej.

Butelka jest bardzo trwała, w porównaniu z innymi tańszymi butelkami to cudo. Nie rysuje się, skala jest w dalszym ciągu doskonale widoczna! i butla nie przeszła zapachem mleka!
Idąc za zasadą 'co tanie to drogie' ta butelka skreśliła inne tańsze odpowiedniki np. z Canpola.. który pękał, smoczki parciały a butelki śmierdziały nawet po wygotowaniu i co trochę musiałam kupować nową, więc na pewno więcej wydałam niż na jedną z Lovi.

Muszę też powiedzieć, że moja córa nie miała też nigdy kolki więc nie wiem czy nam się po prostu udało, czy jest to zasługa butelki i smoczka Lovi, chociaż moja starsza córka była na Canpolu i przez jakiś czas przeżywaliśmy kolkowe męki, ale nie będziemy tu gdybać bo i tak się nie dowiemy od czego to zależy :)

Podsumowując: gdyby nie zapowietrzający się smoczek byłaby to butelka idealna :)

Zaglądnij:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...