Obserwatorzy

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Bell Perfect Skin Professional, baza pod cienie

Witam
 
Długo mnie nie było. Powodów było, a właściwie jest wiele. Powiem tylko, że poprzez zbieg zdarzeń, które ciągną się już od ponad roku moja sytuacja jest zła i w moich oczach nawet beznadziejna. Wpadłam w stany depresyjne i nie byłam w stanie pisać. Staram się jednak podejść do tego wszystkiego z dystansem i potrzebuję jakiejś odskoczni od tego co mnie otacza. Mam nadzieję, że kontynuacja blogowania pozwoli mi się oderwać i zapomnieć na chwilę..
Dlatego dziś nowa recenzja:

Bell Perfect Skin Professional
Utrwalająca baza pod cienie do powiek

Baza pod cienie wzmacnia kolor cieni, a także przedłuża ich trwałość na powiece. Skutecznie zapobiega ich gromadzeniu się w załamaniach powiek, obsypywaniu, a także nieestetycznemu zwałkowaniu. Zawiera mineralny filtr UVB. 


Cena: 15-20zł
Pojemność: 5g
Dostępność: Natura, Wispol, Hebe, małe drogerie


Moja opinia:

Baza znajduje się w małym zakręcanym, szklanym słoiczku. Opakowanie jest wygodne, ale osobiście nie lubię takiej formy, ponieważ mając długie paznokcie ciężko jest wydobyć produkt bez draśnięcia go. Do tego sprawa higieniczności to osobna kwestia.


Baza jest bezzapachowa o konsystencji gęstego musu. Nie jest twarda dzięki czemu łatwo ją nabrać i rozsmarować. Ma kolor jasnego fioletu, który po nałożeniu staje się bezbarwny. Na powiece daje efekt lekkiego matu i jedwabistej gładkości. Przed aplikacją cieni dobrze jest chwileczkę odczekać, aż ona troszkę się wchłonie. Po tej chwilce bez problemu zaaplikujemy cienie, rozetrzemy je.


Jeśli chodzi o właściwości to baza dobrze utrwala cienie, trzymają się one w niemalże idealnym stanie od rana do wieczora, tudzież przez całą imprezę. Nie rolują się, nie zbierają się w załamaniach powiek. W cięższych warunkach i po wielu godzinach możliwe blaknięcie kolorów, jednak staje się to równomiernie.
Minusem jest to, że baza prawie wcale nie zwiększa intensywności koloru cieni, na co bardzo liczyłam.

Góra: bez bazy, Dół: z bazą

Podsumowując oceniam produkt pozytywnie, ale chętnie wypróbuję jakąś inną bazę ;)

Pozdrawiam






poniedziałek, 14 kwietnia 2014

L'ambre (nie) Super 3 Action

Witam.

Mam słabość do mascar, ale w gruncie rzeczy podchodzę do nich jak do jeża. Nie pamiętam kiedy kupiłam tusz w ciemno, bez wcześniejszego 'przetrzepania internetów' w poszukiwaniu recenzji na jego temat. Mam rzęsy problematyczne w malowaniu i mało który sobie z nimi radzi. Są sztywne i długie, ale rzadkie, więc ciężko je unieść i podkręcić. Najczęściej wybieram te produkty, które otworzą oko, podkręcą, uniosą i nadadzą wizualnej objętości, a jak jeszcze pogrubią to jestem w siódmym niebie.


Tusz L'ambre 3 Action wygrałam na profilu znajomej kosmetyczki. Ucieszyłam się, bo lubię poznawać nowości, ale kupowanie w ciemno już mnie tak nie kręci.
Przed użyciem chciałam wiedzieć co mnie czeka i poczytałam opinie. Przyznam, że były mieszane, w sumie pół na pół, jedni chwalili, drudzy odradzali.

Producent głosi:
Doskonały tusz do rzęs - niezwykle elastyczny, zwiększa objętość i wydłuża rzęsy.
Ze względu na unikalny skład nawilża i odżywia, nadając rzęsom siłę i elastyczność. Znakomicie rozdziela rzęsy.
Formuła maskary, gwarantująca, że makijaż wygląda świeżo i schludnie, nawet
w niekorzystne warunki pogodowe.Twoje oczy będą wyraziste a rzęsy pozostaną lekkie, puszyste i zmysłowe. Zawiera składniki, które zapobiegają powstawaniu gródek a naturalne woski, gwarantują maksymalną stabilność nawet podczas zmiennych i ekstremalnych warunków pogodowych. Specjalnie zaprojektowana szczotka idealnie podkreśla rzęsy, jednocześnie kontrolując ilość aplikowanego tuszu.

Być może kiedyś sama bym go kupiła, bo za cenę 2zł za 8ml żal by było nie spróbować, ale teraz nie chcę go nawet za darmo. Dlaczego?

Aplikacja przyprawia mnie o wyskoczenie pulsującej żyły na skroni.. Malując rzęsy chcę zrobić to stosunkowo szybko, góra kilkoma pociągnięciami, a nie kilkudziesięcioma. Poniżej na zdjęciach będziecie mogły zobaczyć efekt, który uzyskałam mocno się na machając. Może i nie wygląda to najgorzej, ale w rzeczywistości to masakra.


W sumie powinnam to zaliczyć do spełnionych obietnic producenta, bo faktycznie ilość tuszu szczoteczka nieźle kontroluje :D prawie wcale go na niej nie ma, jedynie 'zwisa' na końcówce.
Sama szczotka jest spora, wywinięta ze spiralnie ułożonym włosiem. Niestety ile razy bym nie próbowała i w jaki sposób bym tego nie robiła nie jestem w stanie pomalować nią rzęs bez zaciapania powieki. Widać to na zdjęciach, celowo nie zmywałam. Nie jest to skutek mojego niedbalstwa, czy nieumiejętności schludnego malowania, to ta szczoteczka sprawia problemy.. Miałam już do czynienia z różnymi, różnej wielkości, kształtu, rodzaju włosia i problem występował tylko przy nielicznych.


Maskara nie skleja rzęs, wydłuża je, minimalnie podkręca. Nie daje rady jednak ich zagęścić, ani pogrubić. Efekt jest bardzo 'biedny'. Lubię mocno podkreślone rzęsy, a tu jest tak subtelnie, delikatnie. Chyba, że ktoś tak lubi. Czerń 'całkiem spoko'. Zmywa się łatwo.

Dla mnie to bubel, a Wy oceńcie same.




sobota, 7 września 2013

Nude Look od W7

 Witam.
W dzisiejszym poście troszkę kolorówki, a mianowicie cieni do smoky eyes, które znalazłam w paczce od Dystrybutora Kosmetyków Wit.
Wypróbowałam je na wiele sposobów i przyznam, że kolory stanowią świetne połączenie, które od dłuższego czasu stało się moim dziennym lookiem. Przyznam, że kilka osób zwróciło już nawet na nie uwagę :)

Na początek kilka słów od producenta:

 W7 Celebrity Secrets Eye Palette - Paleta cieni do powiek
Cienie w oryginalnym opakowaniu

Stwórz makijaż w stylu ulubionej gwiazdy kina, muzyki czy też telewizji! 
W paletce znajdziesz wszystko czego potrzebujesz do stworzenia makijaż. W skład zestawu wchodzą:

4 cienie do powiek (dwa matowe nr 1 i 4, dwa połyskujące nr 2 i 3) ponumerowane w celu wskazania kolejności aplikacji zgodnie z zamieszczoną obok nich krótką instrukcją obrazkową 
- 2 dwustronne pacynki do aplikacji cieni
- instrukcja obrazkowa pokazująca kolejność i sposób nakładania cieni w celu stworzenia profesjonalnego makijażu

Całość zamknięta w eleganckie opakowanie w formie czarnej książeczki zamykane na zapięcie magnetyczne.

Poręczne i komfortowe!

Waga netto: 4x 2.2g

Moja opinia:

Ja swoje cienie dostałam zapakowane w blister, bez oryginalnego opakowania. Minus w tym taki, że bez zabezpieczenia nie można ich wrzucić np w kufer, bo mogą się skruszyć. Na szczęście można łatwo je przenieść do paletki magnetycznej i problem z głowy :)

Cienie jak już wspominałam mają świetne kolory, duży plus za to, że czerń jest matowa! Drobinki w nr 2 i 3 (beż i brąz) są subtelne, nie nachalne, po prostu ładne.

Bez bazy mają raczej słabą pigmentację, na szczęście z bazą zyskują nowe życie :) i na prawdę widać dużą różnicę w intensywności koloru jak i trwałości. No właśnie, jeśli chodzi o trwałość bez bazy wytrzymują max 5h i po tym czasie zbierają się w załamaniu powieki i ścierają się. Jeżeli nałożymy je na bazę (próbowałam tylko na tej DIY, jakaś lepsza na pewno da jeszcze większe rezultaty) zyskujemy dodatkowe 3h, czyli w sumie 8h nienagannego makijażu. Myślę, że nie jest źle.

Czarnym kolorem bardzo przyjemnie robi się kreski. Ogólnie aplikacja cieni W7 jest zadowalająca, nie martwię się wówczas o osypywanie, czy kruszenie podczas malowania.


Jeżeli miałabym je oceniać, dałabym +4/6.

A Wy? Miałyście kiedyś do czynienia z tymi cieniami? Co o nich sądzicie? :)

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu



środa, 1 maja 2013

Urodzinowy make up

Cześć :)
Wrzucam makijaż, który zrobiłam przed chwilką na imprezkę urodzinową Angeliki i uciekam dalej szykować wszystko ;)









piątek, 19 kwietnia 2013

Odważniej

Cześć.
Leń i niechęć do wszystkiego nadal mnie trzyma, ale dziś postanowiłam troszkę zaszaleć i pomalować się na wyjście troszkę odważniej niż zwykle. Nie jestem jeszcze przyzwyczajona do mocniejszych makijaży, dlatego taki jak dziś pozostawię chyba głównie na imprezy. Mam jednak zamiar zakupić jakąś paletę z neonowymi kolorami, w końcu to wiosna - trzeba szaleć :)

Powiedzcie mi, co sądzicie o piegach? Warto je eksponować, czy raczej zakrywać? Ja przyznam, że źle się z nimi czuję, gdy podkład troszkę spłynie, a one staną się bardziej widoczne, wydaje mi się jakbym była brudna na twarzy (cóż za skojarzenie) przez to, że jej koloryt nie jest już taki jednolity. I zawsze uważałam, że makijaże oczu lepiej komponują się z jasną, równomierną kolorystycznie cerą..
Jakie jest wasze zdanie?

Na powiekach fiolety z Avonu, eyeliner Bell i The Rocket na rzęsach.







Ogłaszam też, że przygotowuję rozdanie, które ruszy, gdy osiągnę 150 obserwatorów ;)


Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

poniedziałek, 18 marca 2013

Odświeżamy tusz do rzęs

Cześć.
Na początku muszę Was poinformować, że w najbliższym czasie będę miała ograniczony dostęp do komputera i internetu. Będę tu codziennie, ale nie zawsze będę mogła dać o sobie znać. Mam jednak nadzieję, że to wszystko ogarnę i nie zapomnicie o mnie :)
Pisać notki o obrabiać zdjęcia będę też na starym gracie z kiepskim monitorem, więc za wszelkie niedociągnięcia z góry przepraszam :)

Dzisiaj opowiem wam jak odświeżyć tusz do rzęs z fajną szczoteczką, który aktualnie wam się skończył.
W moim przypadku był to Max Factor 2000 Calorie.

Potrzebny nam do tego będzie tusz do rzęs w tubce Celia. Używam go już jakieś 2 lata i uzupełniam nim różne zużyte opakowania po tuszach i jestem bardzo zadowolona. Szczególnie, że tubka kosztuje około 3.50zł, a efekt jaki uzyskamy zależy wyłącznie od szczoteczki, którą będziemy go nakładać.

O samym tubkowym uzupełniaczu mogę powiedzieć, że jest dosyć trwały, nie kruszy się i nie odbija. Ładnie podkreśla rzęsy i łatwo go potem zmyć. Z powodzeniem może zastąpić drogi tusz do rzęs. Nie uczula i nie podrażnia oczu, a rzęsy są po nim lekkie. Z początku kiedy nalejemy całą tubkę do opakowania może być nieco mokry, ale po kilku użyciach jest ok.
Ja uzupełniam tak jak na zdjęciu. Końcówkę tubki wkładam do opakowania i wyciskam po troszku, co chwilę stukając opakowaniem o blat, aby tusz wpłynął do środka. Można sobie też pomóc popychając go do środka szczoteczką.
Myślę, że to świetna alternatywa dla oszczędnych i mających swoją ulubioną szczoteczkę :)

A tutaj efekt na rzęsach: opakowanie po tuszu 2000 Calorie wypełnione tuszem Celia:




Znacie, używacie? :)

Przypominam o konkursie na FB (banner na lewym pasku).

Pozdrawiam

wtorek, 12 marca 2013

The Rocket Volume Express

 Jakiś czas temu w akcji Maybelline New York załapałam się do testowania nowej maskary The Rocket Volume Express.

Pozytywnie zaskoczyła mnie jej forma i działanie, ale o tym za chwilę.
Na początku kilka słów od producenta:

Pokochaj nasz najbardziej odlotowy tusz wszech czasów!

DLA KOGO?

Dla kobiet, które pragną nadać swoim rzęsom natychmiastowy efekt wyrazistej objętości bez grudek.

DZIAŁANIE

•    Połączenie nowoczesnej szczoteczki Ultra – Sonic, która zapewnia równomierne pokrycie tuszem zapobiegając powstawaniu grudek, z legendarną formułą Fast – Glide, pozwala osiągnąć nawet 8 razy większą objętość rzęs.
•    Maskara dostępna w dwóch odlotowych odcieniach: czarnym, o głębokim, intensywnym nasyceniu, oraz brązowym – dla kobiet poszukujących wybuchowej objętości w nieco subtelniejszym wydaniu.
•    Już niebawem dostępna będzie również wodoodporna wersja maskary The Rocket – doskonale sprawdzająca się wiosną i latem.

EFEKT

Wybuchowa objętość w ekspresowym tempie, pogrubione rzęsy bez grudek.



10ml tuszu otrzymujemy w różowo-granatowym opakowaniu z silikonową i dość nietypową szczoteczką (cena ok.30zł). Szata graficzna opakowania od razu rzuca się w oczy i zachęca do zakupu.
Widząc ją na półce w drogerii na pewno miałabym ochotę przekonać się o jej działaniu.

Szczoteczka Ultra - Sonic przypomina swego rodzaju miotełkę, jest duża i najeżona silikonowymi igiełkami. Jestem przyzwyczajona do dużych szczoteczek, ale do tej podchodziłam z rezerwą - bałam się, że będzie kłuć w oczy i kiepsko się nią będzie operowało, ale nic bardziej mylnego!

Włosie jest delikatne i świetnie rozdziela rzęsy. Już po pierwszym przeciągnięciu nią po rzęsach mamy pięknie rozczesany wachlarzyk. Do tego zyskujemy zadowalające pogrubienie i wydłużenie.

Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z natychmiastowym uniesieniem moich sztywnych, opadających rzęs! I to bez długotrwałego machania szczoteczką. Daję za to The Rocket duży plus.
Cenię sobie tą maskarę też za to, że nie powoduje efektu owadzich nóżek i nie tworzy grudek. Po użyciu innych tuszy rzęsy były jakby poszarpane i nierówne - przy 'Rakiecie' są gładkie.

Maskara utrzymuje się na swoim miejscu calutki dzień bez kruszenia się - jest bardzo trwała. Musimy tylko uważać przy malowaniu, aby nie odbił się na powiece, bo kolor jaki daje to wyrazista czerń.
Schnięcie zaliczam do średnio szybkiego.
Przyznam, że nie lubię go zmywać i bez dobrego płynu micelarnego/do demakijażu idzie ciężko, aż strach pomyśleć co będzie przy wersji wodoodpornej, ale zaliczam to na plus, bo w dzień nie muszę się martwić, że coś spłynie. Można też poradzić sobie z tym wycierając nadmiar tuszu ze szczoteczki w chusteczkę.
1: rzęsy bez tuszu, 2: jedna warstwa, 3: dwie warstwy

Z początku miałam trudności z malowaniem nim, gdyż nowiutki był dosyć mokry i sklejał rzęsy. Im więcej razy jest użyty tym problem szybciej znika.
Na zdjęciach rzęsy lekko się skleiły, ale moje są toporne w malowaniu i do tego bardzo rzadkie, mało który tusz dobrze sobie z nimi radzi, a The Rocket spisał się na medal.

Znacie go? Jakie wrażenia? :)
Zapraszam ponownie na rozdanie.

Pozdrawiam, Karolina.






piątek, 1 marca 2013

Wiosno przybywaj

Wiosna się zbliża, więc trzeba ją zachęcić kolorowym makijażem.

Makijaż przeszedł już nawet pewną próbę.. zdążyłam pomalować same oczy, porobiłam zdjęcia i już miałam nakładać podkład kiedy dowiedziałam się, że muszę natychmiast wyjść z domu :P
Pierwszy raz odważyłam się wyjść z domu na miasto bez podkładu! Jest to zasługą kremu Siarkowa Moc, który stosuję dopiero od tygodnia, a moja cera jest już i tak o niebo lepsza!
Nie ukrywam ludzie przyglądali się mojemu malunkowi, a ja czułam się troszkę niepewnie, gdyż kiepsko się czuję w zieleni. W lato te kolory jakoś tak nie rzucają się w oczy, a teraz wśród tej całej szarości, świeciłam nimi jak kamizelką odblaskową :P

Cienie to znajoma już paletka Qianyu Meis Cosmetics, a rzęsy nowy The Rocket.

A wiecie, że dzisiaj dzień piega? Moje mają swoje święto :P





wtorek, 19 lutego 2013

Relaks dla zmysłów - Apart

Dzisiaj recenzja płynu do kąpieli firmy Apart jabłko i róża. :)
Na wstępie przepraszam za jakość zdjęć, ale ktoś wyrzucił moje denkowe zbiory, a tam właśnie przebywało opakowanie po płynie i niestety (albo i stety) muszę się posiłkować starymi zdjęciami, które kiedyś zrobiłam telefonem 'na próbę' :P

Od producenta:
Apart płyn do kąpieli Róża Jabłko wzbogacony kompleksem witamin o właściwościach pielęgnujących i odżywiających skórę. Zastosowane w płynie składniki intensywnie nawilżają skórę sprawiając, że staje się ona miękka i elastyczna.
Witamina A - przywraca skórze elastyczność.
Witamina E - opóźnia starzenie się komórek.
Witamina F - wzmacnia naturalną barierę ochronną.
Witamina H - stabilizuje gospodarkę tłuszczową skóry, zapobiegając zbytniemu wysuszaniu się lub przetłuszczaniu skóry.
Witamina B5 - łagodzi podrażnienia skóry.
Płyn posiada naturalny zapach, który odpręża i relaksuje zmysły. Kremowa i obfita piana delikatnie pieści ciało.


Pojemność: 1,5l
Cena:10-15zł
Zapach: Słodki, intensywny, relaksujący.
Konsystencja: jak w płynach do kąpieli, lejąca, ale nie wodnista, lekko kremowa.

Moja opinia:
Zacznę od tego, że płyn jest w 'rodzinnej' butelce dzięki czemu starcza na długo, wystarczy niewiele by zrobić dużo piany :)
Zapach jest rewelacyjny, wyczuwam różę, ale nie taką normalną - jest hmm słodka, pewnie dzięki jabłku :) Idealnie nadaje się do odprężających, relaksujących kąpieli. Dodam, że jak na płyn do kąpieli utrzymuję się na skórze dość długo.

Co do właściwości: skóra po nim jest oczyszczona, miękka i świeża, a co najważniejsze dla mnie - nie wysuszona.
Dodatkowy atut to właśnie zapach, który koi zmysły, dlatego mogę polecić ten płyn :)


 A tutaj pierwsza próba użytkowania maskary Rocket. Za jakiś czas pełna recenzja. Dziś mogę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona.


 Używałyście tego płynu? Jakie są wasze wrażenia? A może możecie mi polecić jakiś płyn o pięknym zapachu?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kreski w akcji

Dzisiaj znów przychodzę z tematem makijażowym. Tym razem postawiłam na kreskę.
Górna powieka standardowo czerń, a dolna fiolet. Mi efekt się podoba, chociaż mistrzynią w robieniu kresek nie jestem.
Oczywiście tak się starałam, że posklejałam rzęsy przy malowaniu ;P

Kreska czarna zrobiona tuszem Celia.
Dolna kreska: cienie Meis Cosmetics - Qianyu - fiolet.
Górna powieka: cień Bell beżowy
Rzęsy: głównie tusz Turbo Boost MNY i Celia :)





niedziela, 13 stycznia 2013

Fioletowo make-upowo

Cześć ;)
Zaszalałam dziś z kolorem :) W końcu wzięłam w ruch paletkę Qianyu Meis Cosmetics i zaczęłam moje pierwsze próby. Cieni zbyt wiele nie mam dlatego można powiedzieć, że zabawę z makijażami dopiero zaczynam, więc od razu przepraszam za wszystkie niedociągnięcia i mam nadzieję, że z czasem będzie szło mi lepiej.
 
Ach marzą mi się paletki Sleekowe, abym mogła poeksperymentować troszkę z kolorami i smokey'ami.
Co do marzeń to brak mi także dobrego aparatu, który oddałby dobrze wszystko to co tak staram się pokazać.. mam nadzieję, że przyszłość okaże się łaskawa i spełnię chociaż po części swoje marzenia.

Życzę udanej niedzieli i zostawiam was z moimi wypocinami. Pozdrawiam :)

PS. Tak patrzę teraz na te zdjęcia i kreski mi tu brakuje :P







piątek, 2 listopada 2012

Mani i makijaż

Dzisiaj szybciutko post z moim wczorajszym mani (jakie lakiery widać na zdjęciu) i makijażem cieniami Meis.
Pozdrowienia :)




Brwi zapuszczam nadal :)


Zaglądnij:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...