Cześć.
Od długiego czasu zdawałam sobie sprawę z tego, że w mojej skromnej kosmetyczce brakuje bazy pod cienie. Z braku funduszy i braku chodzenia po sklepach zakup odkładałam, aż w końcu przypadkiem natknęłam się na przepis zrobienia domowej bazy. Oczywiście żadnych półproduktów nie posiadam, więc każdy przepis odrzucałam bo czegoś tam mi brakowało. Aż w końcu poodrzucałam to co uznałam za zbędne i na próbę zrobiłam niedużą ilość z tego co miałam. I co? i jestem zadowolona :)
Nie jest to baza wysokopółkowa, ale z braku laku może być, a nawet jest całkiem nieźle.
Zobaczcie najpierw jak wygląda cień bez bazy i z bazą na ręce. Moim zdaniem efekt jest zadowalający. Dodam jeszcze, że cień trzyma się dobrze i gdy chciałam zmyć swatche z ręki zwykłym mydłem to cień z bazą nie chciał się domyć, więc trwałość jest :)

Co jest potrzebne?
-wazelina
-tłusty krem (u mnie Olay, na noc, zalegała mi jakaś próbka więc się przydała)
-podkład (u mnie MNY Dream Satin Fluide)
-puder (u mnie rozkruszony Sensique matujący)
-mąka ziemniaczana
-pusty słoiczek
-coś do mieszania np. patyczek, wykałaczka
Wykonanie:
Wszystkie produkty wymieszałam w proporcji 'na oko'. Najpierw do słoiczka przełożyłam kawałek wazeliny, następnie dołożyłam tłustego kremu - wymieszałam. Dolałam kilka 'pompek' podkładu i wsypałam rozkruszony puder (oczywiście byłam na tyle inteligentna, że nie rozkruszyłam całości i porobiły się grudki, ja je zostawiłam, ale coś czuję, że porozgniatam je potem) i mąkę ziemniaczaną. Całość znów wymieszałam. Na ręce próbowałam czy mi odpowiada konsystencja. Jak na razie mi pasuje, ale w miarę użytkowania można coś pododawać jeżeli jest np. za rzadka, albo za twarda. Ja nigdy normalnej sklepowej bazy nie używałam więc nie wiem jak wygląda 'prawdziwa'.Ot i cała filozofia :)
Pozdrowienia


