Obserwatorzy

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2015

Mój ulubieniec do demakijażu..

Witam.

Jako, że demakijaż jest moim nieodłącznym elementem życia próbuję wielu produktów do tego przeznaczonych.
Od dłuższego czasu używam wyłącznie płynów micelarnych i żeli myjących do twarzy. Przyznam się, że nie jestem wierna jednej marce, czy jednemu produktowi ponieważ ciekawią mnie nowości i kosmetyki jeszcze przeze mnie nieoceniane/nieużywane ;)


Jakiś czas temu zdenkowałam miniaturkę hipoalergicznego płynu micelarnego Biały Jeleń od Pollena Ostrzeszów, który stał się moim ulubieńcem wieczornego rytuału i już wylądował w moim koszyku zakupowym.

Z kwestii technicznych zauważę, że produkt mieści się w buteleczkach o różnych pojemnościach: duża 200ml, która wygląda jak przedstawiana przeze mnie miniaturka 50ml, 175ml w kształcie hmm klepsydry i wspomniana już wersja próbka-miniaturowa. Cena waha się w granicach 9-14zł.


Płyn jest przezroczysty o lekkim, dość przyjemnym zapachu. Mimo, że pojemność używanego przeze mnie wariantu jest mała starczył on na wiele użyć, za co duży plus.

Opis producenta: 


Hipoalergiczny płyn micelarny BIAŁY JELEŃ delikatne oczyszcza skórę twarzy, oczu i ust z makijażu i wszelkich zanieczyszczeń.
 

Substancje pielęgnujące:
 

  • formuła micelarna - skutecznie oczyszcza twarz z makijażu i zanieczyszczeń
  • mocznik - poprawia miękkość, jędrność i komfort skóry
  • czerwona koniczyna- jest źródłem antyoksydantów opóźniających efekt starzenia skóry
  • gliceryna - zapewnia optymalny poziom nawilżenia
  • pantenol - działa kojąco, skutecznie łagodząc podrażnienia
     
Usuwa nawet wodoodporny makijaż, nie powodując szczypania ani łzawienia oczu.
Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe.
Posiada badania okulistyczne.
Przebadany dermatologicznie wśród osób z alergiami skórnymi oraz w kierunku atopii (AZS).


Nie zawiera: alergenów, parabenów, silikonów, barwników i alkoholu.


Płyn spełnił obietnice producenta i moje oczekiwania. Demakijaż przy jego użyciu to czysta przyjemność. Bardzo dobrze zmywa makijaż i co ważne, szybko.


Przykładając wacik nasączony Białym Jeleniem nie odnoszę wrażenia jak przy innych płynach, że stosuję samą wodę, tylko coś bardziej hmm treściwszego. Ciężko mi określić to uczucie. Do tego kosmetyk nie szczypie w oczy i nie podrażnia ich. 


Nawilżenie jest subtelne i delikatne, ale jest. Bo czegoż to oczekiwać od samego płynu? Od tego są kremy.
Ogólnie rzecz biorąc micel nie podrażnia, nie wysusza, nie szczypie, a dobrze zmywa, pielęgnuje i koi.
Polecam.

A jakie są Wasze ulubione produkty do demakijażu?

 Pozdrawiam

wtorek, 14 października 2014

Pierwszy z trzech wspaniałych..na trądzik

Od gimnazjum zmagam się z trądzikiem, ale dopiero od niedawna świadomie pielęgnuję swoją twarz.
Kiedyś będąc w saloniku Ziaja pomyliłam tonik antybakteryjny z żelem do mycia twarzy (ahh te ich prawie identyczne opakowania) i tu zaczął się mój łazienkowy romans z tym panem ;)

 Ziaja, kuracja antybakteryjna, żel myjący

Kosmetyk zapakowany jest w nieprzezroczystą butelkę z białego plastiku, co uniemożliwia podgląd ile go nam jeszcze zostało. Jej pojemność to 200ml za 8-10zł. Sam żel jest przezroczysty o typowej i przyjemnej konsystencji, a co ważne nie posiada zapachu. Butelka wyposażona jest w niezacinającą się pompkę, dozującą odpowiednią ilość kosmetyku.


Opis producenta:
Aktywny żel oczyszczający bez kompozycji zapachowej ułatwia eliminację sebum i odblokowuje pory, obniża aktywność gruczołów łojowych, łagodzi zmiany trądzikowe, skutecznie wygładza naskórek, utrzymuje optymalny stopień nawilżenia, przywraca skórze naturalne pH.
Substancje aktywne: alantoina, ekstrakt z lukrecji, kompleks proteinowo-cynkowy, prowitamina B5 (D-panthenol), witamina surfaktantów. 




Moja opinia:
Zacznę od zalet i jeśli Wam to nie przeszkadza zmienię troszkę formę i wymienię wszystko w punktach, aby było przejrzyściej ;)

  • żel nie posiada kompozycji zapachowej, przez co jest delikatny i nie uczula
  • leniuchy takie jak ja mogą użyć tego żelu do demakijażu - poradzi sobie lepiej niż nie jeden płyn micelarny i domyje w kilka chwil świetnie wszystko od podkładu po wodoodporny tusz do rzęs,
  • twarz po jego użyciu jest bardzo świeża ,wyczuwalnie czysta i gładka
  • nie szczypie nawet po dostaniu się do oczu
  • nie wysusza (gdzie w innych kosmetykach do cery trądzikowej/mieszanej to zmora)
  • dobrze oczyszcza, wspomagając kurację antybakteryjną
  • w moim wypadku pomógł zahamować występowanie krostek i pryszczy (dalej jednak męczą mnie wągry na nosie i brodzie, a grudki na policzkach) 

Wady:
  • lekkie uczucie ściągnięcia zaraz po myciu (nie wysusza! tylko lekko ściąga)
  • dostępność

Podsumowując:
Żel świetnie oczyszcza mimo tego, że się nie pieni.  Doskonale wspomaga kurację na trądzik. Nie oczekujmy jednak, że sam żel dogłębnie oczyści twarz tak, że pozbędziemy się wszelkich niedoskonałości. Od tego w jednej drużynie mamy kremy, toniki, peelingi, maski, a on ma im tylko w tym wszystkim pomagać.
Mam ten żel od czerwca (dopiero się skończył), chociaż zdarzały się dni, że używałam w zamian czegoś innego to i tak uważam, że wydajność jest zadowalająca. Stosuję go razem z kremem z tej samej serii (o nim w którymś z kolejnych postów) i moja twarz pozbyła się ciągle powracających ropnych krostek i zaskórników otwartych. Nadal borykam się z wągrami i grudkami.. I tu mam prośbę do Was. Jeśli znacie jakieś kosmetyki i sposoby, które mi z tymi problemami pomogą - proszę o rady!

Kończąc zachęcam do wypróbowania żelu, a ja czaję się już na kolejną buteleczkę (chociaż zastanawiam się czy nie spróbować żelu z serii liści manuka). Jest to pierwszy w moim życiu żel do mycia twarzy, który wykończyłam i kupię ponownie, a to chyba o czymś świadczy, prawda?


Pozdrawiam




czwartek, 31 lipca 2014

Świetne oczyszczanie, gorsze działanie - Ziaja de-makijaż

Pamiętacie jak pisałam, że nienawidzę mleczek do demakijażu i już więcej nie kupię? Złamałam obietnicę i w saloniku Ziaji skusiło mnie mleczko micelarne w zestawie z bio-żelem pod oczy.


Mleczko okazało się mieć wady i zalety. Jesteście ciekawe, których jest więcej i czy żałuję zakupu? Czytajcie dalej;)

Wskazania
ZIAJA de-makijaż mleczko micelarne uniwersalne 200ml - skuteczne jak olejek, aktywne jak krem, delikatne jak mleczko, klasyczne oczyszczanie w nowoczesnym wydaniu. 
Działanie
Micelarne, uniwersalne mleczko do codziennego demakijażu twarzy, oczu i ust. Łączy w sobie składniki ułatwiające oczyszczanie oraz substancje aktywnie pielęgnujące skórę. Oczyszcza w jednym etapie, nie zatyka porów, pozostawia skórę orzeźwioną i delikatnie pachnącą. czystość - Zapewniona przez micele, które idealnie łączą się z sebum oraz składnikami makijażu, skutecznie i komfortowo je usuwając. pielęgnacja - Zawiera kwas hialuronowy, prowitaminę B5 i glicerynę farmaceutyczną – surowce o ekspresowej aktywności łagodząco-nawilżającej. bezpieczeństwo - Może być stosowane przez osoby noszące szkła kontaktowe. Testowane dermatologicznie pod kontrolą lekarzy okulistów.


 Przyznam, że skusiła mnie nazwa. Mleczko micelarne.. tego jeszcze nie widziałam. Do tego ładne, minimalistyczne opakowanie typowe dla kosmetyków Ziaja, duet z żelem i niska cena pomogły podjąć decyzję.
Buteleczka z białego, grubego plastiku posiada zawiasowe otwarcie z małym otworem i dzióbkiem, dzięki czemu aplikacja jest prosta i mleczko trafia tam gdzie trzeba. Sam kosmetyk jest barwy białej z perłowym połyskiem i pachnie bardzo ładnie, perfumowo.


Główną i największą zaletą mleczka micelarnego, które nie wykluczyło go na starcie jest rozpuszczanie makijażu. Produkt świetnie usuwa nawet wodoodporny tusz i uciążliwy eyeliner! Przykładowo płyn micelarny z Biedronki nie radził sobie tak dobrze ze zmywaniem tuszu jak to mleczko. Wystarczy na moment przyłożyć nasączony płatek i zsunąć go z zamkniętej powieki, a większość jest już 'domyta'. Przy tym towarzyszący zapach umila demakijaż.

Teraz kolej na wadę.. Zawsze myślałam, że jestem typem niewrażliwym na działanie kosmetyków. Prawie nic mnie nie uczulało, ani nie podrażniało. W ostatnim czasie oczy stały się jednak bardziej wrażliwe.. Znowu za przykład przytoczę Biedronkowego micela. Gdy zaczęłam go stosować nie szczypał w oczy nawet po dostaniu się do środka. Obecnie po zużyciu kilku jego butelek muszę uważać, ponieważ wystarczy odrobina i zalanie się łzami razem z pieczeniem murowane.
To samo jest niestety z tym mleczkiem. Po dostaniu się do oka szczypie niemiłosiernie dopóki nie przepłukam go wodą.

Nie wątpię w to, że dla wielu z Was może to być wada kategorycznie wykluczająca je z użytku. Ja jednak daję mu szansę dlatego, że nie spotkałam jeszcze kosmetyku, który tak dobrze zmywałby wodoodporny makijaż. (Jeśli możecie polecić coś, co szybko i dobrze zmywa, a nie szczypie w oczy to bardzo proszę dajcie znać;))


Dla ciekawych przytaczam również skład:
Aqua (Water), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol, Glycerin, Hydrogenated Polydecene, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Trilaureth-4 Phosphate, Sodium Cocoamphoacetate, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Geraniol, Linalool, Sodium Hydroxide, CI 17200 (D&C Red No. 33)


 Nie podoba mi się ta parafina, twarz po niej pozornie wydaje się być nawilżona. Ja jednak zaraz po użyciu mleczka myję twarz żelem oczyszczającym, antybakteryjnym, toteż nie zauważyłam, aby mleczko miało jakiś niekorzystny wpływ na moją cerę. Nie wyczuwam lepkiej warstwy, podrażnienia twarzy, ani zapchania porów.

A Wy znacie to cudaczne mleczko micelarne? Co o nim sądzicie?

Pozdrowienia ;)


niedziela, 11 maja 2014

Szarości z turkusem

Witam
Dawno nie było tu makijaży, więc dzisiaj nadrabiam. Nie będą się jednak pojawiać zbyt często dopóki nie zmienię aparatu..


To co widzicie zmalowałam dzisiaj, a zainspirowałam się turkusową sukienką. Myślę, że połączenie szarego smokey eyes z kreską (którą wciąż ćwiczę :P) i kolorową dolną powieką wygląda ciekawie.



Użyte kosmetyki:
Oczy: cienie Meis Cosmetics, eyeliner Bell, tusz The Rocket MNY, baza pod cienie Bell,
Twarz: baza pod podkład Dax Cashmere, podkład Revlon CS kolor Buff, puder Stay Matte Rimmel, róż Wibo, Dermacol jako korektor.






Miłego niedzielnego wieczoru życzę :)
Pozdrowienia


sobota, 26 kwietnia 2014

Zachwalane mleczko u mnie to bubel

Witam.

Jeszcze w tamtym roku po wielu pozytywnych opiniach skusiłam się na zakup nawilżającego mleczka odświeżającego do demakijażu twarzy i oczu BeBeauty.

Micel z tej serii uwielbiam, dlatego z chęcią przystąpiłam do testowania nowości.. Tym bardziej, że nie kosztowało dużo, bo około 5zł za 200ml w Biedronce.
Nigdy nie przepadałam za tym sposobem demakijażu, zdecydowanie w tej kwestii królują u mnie płyny micelarne, ale miałam nadzieję, że się przekonam - niestety.


Opakowanie zaliczam na plus, wygodne z niedużym otworem. Teraz o ile się nie mylę występuje w takim samym jak słynny micel. Zapach i konsystencja również w porządku. No i tu plusy się kończą..

Mleczko fatalnie zmywa makijaż, nie radzi sobie nawet ze zwykłym tuszem do rzęs Wibo, który innymi płynami zmywam bezproblemowo. Zużywam przy tym masę płatków, gdy ostatni jest już czysty przecieram twarz tonikiem lub micelem i co? i wacik niestety brudny..
Próbowałam go używać również drugim sposobem, na dłoń wylewałam troszkę produktu i wcierałam w twarz. Tutaj podkład już zmywał się lepiej, ale za to wyglądałam jak panda z czarnymi podkowami pod oczami..
Do tego twarz po użyciu mleczka BeBeauty strasznie się lepi, pozostaje na niej tłusty film.
Wydaje mi się także, że owo nawilżenie, które obiecuje producent to jedynie 'oblepienie' twarzy parafiną.



Nie polecam go, więcej nie kupię i nie wykończę nawet tej jednej buteleczki..

A Wy miałyście do czynienia z tym mleczkiem? Co o nim sądzicie?

Pozdrawiam



piątek, 28 marca 2014

Delikatny krem do twarzy z kolagenem

Często zmieniam krem do twarzy ponieważ wciąż szukam tego idealnego lub po prostu odpowiedniego na aktualny stan skóry.
Walcząc z trądzikiem, przesuszyłam ją i obecnie bazowałam na nawilżeniu na noc i potrzebowałam czegoś lekkiego na dzień.


Z pomocą przyszedł mi Delikatny krem do twarzy z kolagenem od BingoSpa.

Mieści się on w klasycznym zakręcanym, plastikowym słoiczku, który na szczęście został wyposażony w folię ochronną, dzięki której wiemy, że nikt wcześniej naszego kosmetyku nie dotykał. Jego cena to 18zł za 100g.

Gdy już pozbędziemy się dodatkowego wieczka naszym oczom ukazuje się biały krem o gęstej, zbitej konsystencji, który nota bene twardy nie jest. Zapach zaliczam do przyjemnych.


Informacje od producenta:
Delikatny krem z kolagenem BingoSpa przeznaczony jest do pielęgnacji skóry dojrzałej,  zmęczonej lub przesuszonej nadmiernym działaniem czynników środowiskowych. Uzupełniając niedobór rozpuszczalnego kolagenu w skórze, krem BingoSpa działa regenerująco i wygładzająco, przywracając jej świeżość i właściwe nawilżenie.

 Krem po kontakcie ze skórą staje się na prawdę lekki i gładko się rozprowadza. Wystarczy nieduża ilość, aby potraktować nim całą twarz, dlatego jest bardzo wydajny.


Wchłania się dość szybko, jednak pozostawia film na twarzy. Nie jest to jednak jakaś mega tłusta warstwa, jak po kremie typu bambino, czy rodem z wazeliny. Dla mnie jest ona prawie niewyczuwalna i nie przeszkadza nawet przy make upie.
Pozostając przy temacie makijażu, krem pod podkładem zachowuje się dobrze, nie roluje się, nie waży, ani nie sprawia, że fluid spływa.

 Cieszę się, że delikatny krem z kolagenem nie zapchał mi porów, ani nie podrażnił w żaden sposób, bo cera po nim stała się gładsza, bardziej miękka i lepiej nawilżona. Zauważyłam też, że zahamował on utratę wody ze skóry, jak obiecywał producent. Jest więc ona bardziej świeża i zdrowiej wygląda.
Czy twarz stała się elastyczniejsza? Ciężko powiedzieć, na pewno nie jest już taka twarda i szorstka.


Podsumowując krem dał mi całkiem przyjemne rezultaty, spełnił większość obietnic producenta. Nie dał efektu wielkiego wow, ale nadal będę go używała do codziennej pielęgnacji.

A Wy znacie delikatny krem do twarzy z kolagenem od BingoSpa?
Jeżeli macie na niego ochotę możecie znaleźć go TUTAJ.

 Pozdrowienia



wtorek, 25 marca 2014

Błotem po twarzy

Witam.
Nie było mnie kilka dni, co było spowodowane pobytem w szpitalu z córką. Już jesteśmy w domu, więc mogę powoli wracać do mojego blogowania.
 Dzisiaj będzie o peelingu, który pozostanie w mojej łazience na dłużej.
 Mowa o 'Średnim peelingu błotnym do twarzy - kwas mlekowy i kwasy owocowe BingoSpa'

 Średni peeling błotny BingoSpa z kwasem mlekowym i kwasami owocowymi AHA delikatnie usuwa z twarzy martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 3% mielonych pestek z owoców, kwas mlekowy i pięćdziesięcioprocentowe kwasy owocowe.

W przypadku cery tłustej i mieszanej błoto z Morza Martwego oczyszcza zatkane pory skóry (poprzez absorbcję nieczystości z porów ) oraz powoduje istotne  zwężenie porów skóry.
Kwas mlekowy i kwasy AHA - kompozycja ekstraktów z marakui, cytryny, winogrona i ananasa - rozpuszczając martwy naskórek, zwiększają poziom nawilżenia skóry, zmniejszają przebarwienia, stymulują syntezę kolagenu skutkiem czego poprawia się elastyczności, gładkość oraz wygląd zewnętrznej warstwy skóry.
 Nie zawiera barwników i kompozycji zapachowych.
 Powyższy opis pochodzi ze strony sklepu producenta, gdzie możecie znaleźć więcej informacji o tym produkcie, jak również dokonać tam zakupu peelingu.

 Moja opinia:
 Zakręcany, plastikowy słoiczek mieści w sobie 100g zielono-szarego błotka o konsystencji musu, w którym mieszczą się zatopione mielone pestki z owoców, czyli drobinki ścierające. 
Na opakowaniu znajdują się czytelne wszystkie niezbędne informacje, łącznie ze składem.
 Zapach kosmetyku przypomina woń błota, wielu osobom może się to nie spodobać, ale ja nawet lubię czuć tą 'ziemię'. Mój facet jest zapalonym wędkarzem, często przebywałam z nim nad rzeką i uwierzcie mi na słowo wiem jak potrafi śmierdzieć błoto i muł :D Ten peeling w porównaniu z tym to przyjemność dla nosa. Po prostu zapach natury :P
Zauważyłam, że peeling najlepiej działa, gdy nakłada się go najpierw w formie maseczki, a potem masuje nim twarz. Dzięki pozostawieniu go na skórze dajemy pole do popisu kwasom, które rozmiękczają ją i przygotowują do mechanicznego oczyszczania.

 Siła tarcia drobinek (których jest sporo) jest faktycznie średnia, jak dla mnie w sam raz. Konsystencja peelingu (nie za lejąca, nie za gęsta) umożliwia także stopniowanie siły ścierania. Im więcej kosmetyku nałożymy na twarz, im większą ilością będziemy wykonywać masaż, tym mocniejsze będzie oczyszczanie i złuszczanie.

 Przechodząc do efektów uważam, że są bardzo dobre i w moim przypadku zauważalne.
Peeling bardzo dobrze oczyszcza skórę, pozostawiając ją gładką, miękką i odświeżoną. Mimo obecności kwasów i dość ostrych drobinek nie podrażnia twarzy, nie powoduje pieczenia, ani długotrwałego zaczerwienienia. Po jego użyciu skóra nie jest ściągnięta, ani sucha.

 Produkt przy dłuższym stosowaniu, razem z kremem z kolagenen również od BingoSpa (o którym niebawem) pokonał większość suchych skórek, zmniejszył widoczność porów! i zredukował ilość pojawiających się niedoskonałości.
Jestem z niego bardzo zadowolona. Odkąd go stosuję moja twarz stała się zdrowsza i gładsza, pojawia się na niej mniej wyprysków, a koloryt jest bardziej wyrównany.
 Za 16zł otrzymujemy bardzo dobry produkt, który na dodatek jest wydajny. 

 A Wy co o nim sądzicie? Miałyście z nim do czynienia? :)

Pozdrawiam







poniedziałek, 17 marca 2014

Maska dotleniająca z glinką czerwoną

Dzisiaj moja twarz wyglądała marnie i pomyślałam, że dobrze by było zafundować jej jakąś odżywczą, relaksującą maskę. Przeglądając moje niewielkie zasoby stwierdziłam, że dziś kolej na dotleniającą maskę z glinką czerwoną Ziaja.


Zadanie jakie ma spełniać według producenta:




Moja opinia:
Maseczka mieści się w 7ml saszetce, której zawartość starcza na 2 użycia lub jedno obejmujące twarz łącznie z szyją i dekoltem.
Konsystencja produktu jest przyjemnie kremowa, odpowiednio 'skonstruowana', aby nic nie spływało, ale łatwo się nakładało. Kolor przypomina jasną pomarańcz, jak w przypadku za ciemnych podkładów. Po zaschnięciu maska nie tworzy suchej skorupy, dzięki czemu 'noszeniu' jej nie tworzy uczucie ściągnięcia. Zmycie również nie stanowi problemu, chociaż najlepiej byłoby użyć do tego specjalnej gąbki lub ściereczki.


Efekty:
Nie wiem jak wygląda prawidłowo dotleniona skóra, ale cera po użyciu maseczki Ziaja jest gładka, lekko nawilżona, wyciszona, a koloryt wyrównany. Ogólnie jestem zadowolona z efektów ponieważ moja zmęczona twarz po jej użyciu wygląda na wypoczętą, zdrową i zrelaksowaną.
Jest to dobra opcja spośród drogeryjnych maseczek, warto ją wypróbować również, dlatego że nie jest droga, jej koszt to mniej niż 2zł.


Maseczka jest łatwo dostępna. Zapraszam po nią również do drogerii naturalna.eu




A Wy znacie maskę dotleniającą Ziaji? A może jakieś inne z ich oferty?








czwartek, 13 marca 2014

Winogronowe oczyszczanie

Lubię testować różne nowe peelingi, wciąż szukam tego idealnego, ale także nie lubię pozostawać przy tym samym za długo. Dlatego uśmiechnęłam się, gdy w moje ręce wpadł kremowy peeling z ziarenkami winogron od Marion Spa.


Jedna saszetka za cenę wahającą się od 1-2zł mieści w sobie 10ml. Jest to dla mnie jednak za dużo jak na jeden raz i spokojnie można ją przechować do kolejnego peelingu.


Zawartość opakowania jest kremowa z niewielką (niestety) ilością ścierających drobinek pestek winogron. Plus za to, że spokojnie można nałożyć go na twarz, wykonać nim masaż i nic z niej nie spływa, nie kapie.
Zapach jest delikatny, winogronowy, lekko chemiczny, ale nie zwracał swojej uwagi podczas peelingowania. Szybko ulotnił się po zmyciu kremowej masy.


Ziarenka mają średnią siłę ścierania, w kierunku słabej. Osobiście lubię mocne zdzieraki i miałam wrażenie, że produkt Marion niewystarczająco oczyści skórę.
Pomyliłam się jednak. Twarz po 'zabiegu' była dobrze oczyszczona, wygładzona, bardziej miękka i na szczęście nie przesuszona. Spodziewałam się po nim większego nawilżenia, w końcu przeznaczony jest do cery suchej i normalnej, ale źle nie jest.


Peeling nie uczulił mnie, ani nie podrażnił, jednak w miejscu, gdzie skóra pod nosem była zaczerwieniona i sucha po katarze odczuwałam lekkie pieczenie do momentu zmycia.

Ogólnie rzecz biorąc peeling jest niezły, ale szału nie robi. Ot taki przeciętniak do częstszego stosowania.

Jeśli macie na niego ochotę możecie go zdobyć w większości drogerii, oraz w sklepie internetowym naturalna.eu




Pozdrawiam







środa, 12 marca 2014

W poszukiwaniu podkładu idealnego..

..natknęłam się na Affinimat od Maybelline New York. Widziałam wiele pozytywnych opinii na temat jego brata Affinitone, więc z chęcią podeszłam do testów.


Producent obiecuje:
Podkład Affinimat Maybelline łączy w sobie dwie najważniejsze cechy podkładów - matuje i dopasowuje się do odcienia skóry. Bazuje na sile absorbujących mikrogąbeczek, które natychmiast wchłaniają nadmiar sebum, co zapewnia 100% efektu matowej skóry oraz, jak pozostałe podkłady z gamy Affinitone, idealnie stapia się z odcieniem oraz strukturą skóry, gwarantując perfekcyjne i matowe wykończenie makijażu. Dostępny w 8 odcieniach.
Dostępny w wersji matującej dla skóry tłustej i mieszanej oraz w wersji delikatnie rozświetlającej dedykowanej wszystkim typom skóry. 



Ogólnie rzecz biorąc jestem na tak. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie gama kolorystyczna tych podkładów. Bladziochy takie jak ja znajdą tu coś dla siebie, ale i ciemniejsze karnacje zapomniane też nie są.
Swój podkład dostałam w kolorze losowym. Bałam się, że mi nie spasuje ponieważ zawsze wybieram te najjaśniejsze. Odcień, który dotarł to nr 14 Creamy Beige. W życiu będąc w drogerii nie sięgnęłabym po niego! Jakoś nigdy nie dochodził do mnie fakt, że powinnam wybierać w podkładach posiadających żółte tony. Affinimat wydawał mi się za ciemny, ale już po pierwszym nałożeniu byłam pozytywnie zaskoczona.

Podkład świetnie stapia się ze skórą, nie tworzy maski, szybko zastyga i tworzy mat. Przyjemnie się rozprowadza, gładko sunie po skórze, ale jego wadą jest za rzadka konsystencja. Odrobina nieuwagi i wszystko zalane jest podkładem zaczynając od palców, ręki itp kończąc na jego opakowaniu.


Nie tworzy on efektu maski, ale podkreśla suche skórki, dlatego peeling i krem nawilżający jest obowiązkowy. Mimo to, ładnie zakrywa pory i sprawia, że są mniej widoczne.

Affinimat śmierdzi alkoholem, który w składzie posiada, ale przesuszenia skóry nawet przy codziennym stosowaniu nie zauważyłam (na szczęście). 

Przed i po :)

Wiele osób narzeka na jego trwałość, ale jak dla mnie jest w sam raz. Zmywając makijaż wieczorem nadal mam go na twarzy, a jeżeli jest go mniej to nie tworzy on plam i smug, bo schodzi równomiernie.

Etapy
 Krycie do najlepszych nie należy, ale drobne niedoskonałości zakryje, koloryt wyrówna.

Mat, jak to mat - rzecz sporna. U mnie utrzymuje się z 5 godzin, po tym czasie wymaga ponownego przypudrowania. Nie jest to dla mnie problemem, bo wszystkie moje podkłady łącznie z Revolnem CS tego wymagają.

Porównanie z zagadki na fanpage: od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Lirene Glam&Mat 01 Jasny, Affinimat 14 Creamy Beige


Jaka jest moja opinia jednym słowem możecie się domyślić czytając tą recenzję:)

Pozdrowienia







niedziela, 19 stycznia 2014

O kremie do twarzy, który mi skradziono..

Opowiem Wam historię.
Już kawałek temu otrzymałam zestaw kosmetyków Decubal. Jako, że do twarzy używam raczej kremów matujących i głównie takich do cery mieszanej, kremu do twarzy Decubal używałam od czasu do czasu, gdy moja skóra zbytnio się przesuszyła i potrzebowała nawilżenia. Sprawdzał się wtedy znakomicie. Nie stosuję go więc co dziennie, ale zauważyłam duży! jego ubytek.

Ze smutkiem pomyślałam, że jest niewydajny.. do momentu aż zobaczyłam mojego zadowolonego faceta, który po goleniu! wklepywał sobie ów krem w twarz. Z lekkim niedowierzaniem spytałam: co ty robisz? A on dumny przyznał, że polubił się z moim kremem, bo fajnie nawilża :D Co ważne (a wcześniej tego nie zauważyłam) po stosowaniu tego specyfiku zniknęły mu z twarzy przesuszone plamy (z którymi nota bene wysyłałam go do dermatologa, bo nie wiedziałam co to). Jakby tego jeszcze było mało zaczął wsmarowywać sobie mojego Decubala w skalp! (proszę wyobrazić sobie wtedy moją minę). Usprawiedliwiając się tłumaczył, że nie ma po nim łupieżu ^^ więc wiecie, jak macie przesuszoną skórę głowy (nie mówię o łupieżu jako chorobie, tylko sypiącej się skórze) śmiało możecie go stosować - nic się nie dzieje :P

Takim oto sposobem krem do twarzy zmienił właściciela i to ja muszę go teraz podkradać :P


DECUBAL Face Vital Cream Krem do twarzy wypełniający rewitalizujący - cera dojrzała sucha


Nie miałam do czynienia z wieloma kremami w swoim życiu i nie spotkałam jeszcze żadnego, który w kwestii nawilżenia i poprawieniu kondycji skóry mógłby równać się z Decubalem.

Ten skandynawski specyfik już po jednorazowym użyciu potrafi doskonale nawilżyć skórę, zapewniając jej elastyczność, gładkość i barierę ochronną. 
Co ważne mimo treściwej konsystencji nie pozostawia tłustej warstwy i wchłania się szybko do lekkiego matu, dzięki czemu śmiało możemy używać go jako bazę pod makijaż. Pod podkładem zachowuje się dobrze, nie roluje się i nie waży.


Krem nie posiada substancji zapachowych (za co plus, ponieważ im mniej alergenów tym lepiej), ale wybrednym może się to nie spodobać, ponieważ pachnie on składnikami tłuszczowymi. Dla mnie jest to obojętne ponieważ zapach szybko się ulatnia i nie pozostaje na twarzy.


Używając kremu Decubal moja skóra stała się zdrowsza, a u mojego chłopaka zlikwidował on przesuszone, czerwonawe, łuszczące się partie na twarzy.

Polecam!

Dodatkowo pochwalę jeszcze opakowanie, które należy do moich ulubionych typów. Higieniczna buteleczka z pompką air less ułatwia aplikację. Nie musimy wkładać do słoiczka paluchów, aby wydobyć produkt. Odczepiając osłonkę na spodzie opakowania możemy zobaczyć ile kremu nam jeszcze zostało. Całość zawiera 50ml w cenie około 30zł. 


Znacie lub używacie kosmetyków Decubal? Który specyfik przypadł Wam do gustu? :)




 

Zaglądnij:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...