Obserwatorzy

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 marca 2014

W poszukiwaniu podkładu idealnego..

..natknęłam się na Affinimat od Maybelline New York. Widziałam wiele pozytywnych opinii na temat jego brata Affinitone, więc z chęcią podeszłam do testów.


Producent obiecuje:
Podkład Affinimat Maybelline łączy w sobie dwie najważniejsze cechy podkładów - matuje i dopasowuje się do odcienia skóry. Bazuje na sile absorbujących mikrogąbeczek, które natychmiast wchłaniają nadmiar sebum, co zapewnia 100% efektu matowej skóry oraz, jak pozostałe podkłady z gamy Affinitone, idealnie stapia się z odcieniem oraz strukturą skóry, gwarantując perfekcyjne i matowe wykończenie makijażu. Dostępny w 8 odcieniach.
Dostępny w wersji matującej dla skóry tłustej i mieszanej oraz w wersji delikatnie rozświetlającej dedykowanej wszystkim typom skóry. 



Ogólnie rzecz biorąc jestem na tak. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie gama kolorystyczna tych podkładów. Bladziochy takie jak ja znajdą tu coś dla siebie, ale i ciemniejsze karnacje zapomniane też nie są.
Swój podkład dostałam w kolorze losowym. Bałam się, że mi nie spasuje ponieważ zawsze wybieram te najjaśniejsze. Odcień, który dotarł to nr 14 Creamy Beige. W życiu będąc w drogerii nie sięgnęłabym po niego! Jakoś nigdy nie dochodził do mnie fakt, że powinnam wybierać w podkładach posiadających żółte tony. Affinimat wydawał mi się za ciemny, ale już po pierwszym nałożeniu byłam pozytywnie zaskoczona.

Podkład świetnie stapia się ze skórą, nie tworzy maski, szybko zastyga i tworzy mat. Przyjemnie się rozprowadza, gładko sunie po skórze, ale jego wadą jest za rzadka konsystencja. Odrobina nieuwagi i wszystko zalane jest podkładem zaczynając od palców, ręki itp kończąc na jego opakowaniu.


Nie tworzy on efektu maski, ale podkreśla suche skórki, dlatego peeling i krem nawilżający jest obowiązkowy. Mimo to, ładnie zakrywa pory i sprawia, że są mniej widoczne.

Affinimat śmierdzi alkoholem, który w składzie posiada, ale przesuszenia skóry nawet przy codziennym stosowaniu nie zauważyłam (na szczęście). 

Przed i po :)

Wiele osób narzeka na jego trwałość, ale jak dla mnie jest w sam raz. Zmywając makijaż wieczorem nadal mam go na twarzy, a jeżeli jest go mniej to nie tworzy on plam i smug, bo schodzi równomiernie.

Etapy
 Krycie do najlepszych nie należy, ale drobne niedoskonałości zakryje, koloryt wyrówna.

Mat, jak to mat - rzecz sporna. U mnie utrzymuje się z 5 godzin, po tym czasie wymaga ponownego przypudrowania. Nie jest to dla mnie problemem, bo wszystkie moje podkłady łącznie z Revolnem CS tego wymagają.

Porównanie z zagadki na fanpage: od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Lirene Glam&Mat 01 Jasny, Affinimat 14 Creamy Beige


Jaka jest moja opinia jednym słowem możecie się domyślić czytając tą recenzję:)

Pozdrowienia







piątek, 28 czerwca 2013

Nowości: Oillan, Color Whisper i makijaż

Cześć.

Jakiś czas temu powstający Fun Page Oillan przeprowadził akcję: dla 50 pierwszych osób, które polubiły profil i wrzuciły na tablicę zdjęcie swoje lub swojego dziecka. Załapałam się jako 3 lub 4 i w zamian otrzymałam 3 pełnowymiarowe produkty:
-ochronny krem z filtrem SPF 15
-krem pielęgnujący do twarzy i ciała
-emulsję do kąpieli dermatologicznej
Wszystko jak wiadomo do skóry suchej, alergicznej. Moje dziewczyny mają po mnie bardzo suchą skórę, więc produkty są jak najbardziej trafione i już pierwsze testy za nami. Za jakiś czas recenzje :)


Kolejna nowość u mnie to szminka Color Whisper od Maybelline w kolorze Who wore it red-er. Na blogach ostatnio ich pełno, ale warto o nich mówić, bo są niesamowite!


Jest to najlepsza szminka pod każdym względem jaką kiedykolwiek używałam: piękny kolor, bardzo trwała, przyjemna konsystencja, nawilżenie i pielęgnacja ust. Cudeńko :)
Ale nie będę mówić za wiele, bo właściwa recenzja przede mną :)

Dodam, że dostałam kolor, który zaskoczył mnie, bo w opakowaniu jest krwistą czerwienią, na dłoni delikatnym różem, a na ustach intensywną fuksją :P a taki psikus nam robi.
Zobaczcie same.


Wrzucam też całość w make upie. Nie zwracajcie uwagi na brak włosów :P, to po prostu kok niechcemisięmyćgłowy :D

Yyy chce ktoś kilka piegów?

Miłego weekendu :)







czwartek, 23 maja 2013

Tęczowy make-up

Jestem dzisiaj tak zła i wkurzona, że miotam piorunami niemalże. Marny ten kto dzisiaj mi podpadnie.. Dlaczego tak jest? Konkretnie nie wiem. Problemy zewsząd przytłaczają..
Na przekór tej nerwowej aurze postanowiłam zmalować coś kolorowego, wesołego, w odcieniach tęczy.
Poniżej rezultaty.

Kosmetyki:
Cienie Meis Cosmetics, eyeliner w7, tusz The Rocket MNY, twarz Dermacol 208 i Siarkowa Moc, puder Wibo, róż Bell.

















Jak Wam się podoba? :)
Pozdrawiam

poniedziałek, 20 maja 2013

Niedzielny make up

Wiecie, że marzę o dobrym aparacie? Nie musi być to cudo na kiju, byle tylko robił dobre zdjęcia.. ostre i wyraźne.. niestety na razie nie mogę sobie pozwolić na kupno nowego, więc muszę zadowolić się starym i męczyć się dalej. Jestem zła, bo fotki nie wychodzą tak jakbym tego chciała, ostrość znika, kolory też uciekają.. ehh.

Dzisiaj pokażę Wam kilka prób uchwycenia wczorajszego makijażu jaki zmalowałam, a raczej próbowałam zmalować paletkami Meis, Avon i cieniem Essence (na rzęsach The Rocket). Niestety cierpię na deficyt cieni i nie mam czym poszaleć :(
Wiecie, że dopiero na zdjęciach widzę swoje niedociągnięcia?








wtorek, 12 marca 2013

The Rocket Volume Express

 Jakiś czas temu w akcji Maybelline New York załapałam się do testowania nowej maskary The Rocket Volume Express.

Pozytywnie zaskoczyła mnie jej forma i działanie, ale o tym za chwilę.
Na początku kilka słów od producenta:

Pokochaj nasz najbardziej odlotowy tusz wszech czasów!

DLA KOGO?

Dla kobiet, które pragną nadać swoim rzęsom natychmiastowy efekt wyrazistej objętości bez grudek.

DZIAŁANIE

•    Połączenie nowoczesnej szczoteczki Ultra – Sonic, która zapewnia równomierne pokrycie tuszem zapobiegając powstawaniu grudek, z legendarną formułą Fast – Glide, pozwala osiągnąć nawet 8 razy większą objętość rzęs.
•    Maskara dostępna w dwóch odlotowych odcieniach: czarnym, o głębokim, intensywnym nasyceniu, oraz brązowym – dla kobiet poszukujących wybuchowej objętości w nieco subtelniejszym wydaniu.
•    Już niebawem dostępna będzie również wodoodporna wersja maskary The Rocket – doskonale sprawdzająca się wiosną i latem.

EFEKT

Wybuchowa objętość w ekspresowym tempie, pogrubione rzęsy bez grudek.



10ml tuszu otrzymujemy w różowo-granatowym opakowaniu z silikonową i dość nietypową szczoteczką (cena ok.30zł). Szata graficzna opakowania od razu rzuca się w oczy i zachęca do zakupu.
Widząc ją na półce w drogerii na pewno miałabym ochotę przekonać się o jej działaniu.

Szczoteczka Ultra - Sonic przypomina swego rodzaju miotełkę, jest duża i najeżona silikonowymi igiełkami. Jestem przyzwyczajona do dużych szczoteczek, ale do tej podchodziłam z rezerwą - bałam się, że będzie kłuć w oczy i kiepsko się nią będzie operowało, ale nic bardziej mylnego!

Włosie jest delikatne i świetnie rozdziela rzęsy. Już po pierwszym przeciągnięciu nią po rzęsach mamy pięknie rozczesany wachlarzyk. Do tego zyskujemy zadowalające pogrubienie i wydłużenie.

Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z natychmiastowym uniesieniem moich sztywnych, opadających rzęs! I to bez długotrwałego machania szczoteczką. Daję za to The Rocket duży plus.
Cenię sobie tą maskarę też za to, że nie powoduje efektu owadzich nóżek i nie tworzy grudek. Po użyciu innych tuszy rzęsy były jakby poszarpane i nierówne - przy 'Rakiecie' są gładkie.

Maskara utrzymuje się na swoim miejscu calutki dzień bez kruszenia się - jest bardzo trwała. Musimy tylko uważać przy malowaniu, aby nie odbił się na powiece, bo kolor jaki daje to wyrazista czerń.
Schnięcie zaliczam do średnio szybkiego.
Przyznam, że nie lubię go zmywać i bez dobrego płynu micelarnego/do demakijażu idzie ciężko, aż strach pomyśleć co będzie przy wersji wodoodpornej, ale zaliczam to na plus, bo w dzień nie muszę się martwić, że coś spłynie. Można też poradzić sobie z tym wycierając nadmiar tuszu ze szczoteczki w chusteczkę.
1: rzęsy bez tuszu, 2: jedna warstwa, 3: dwie warstwy

Z początku miałam trudności z malowaniem nim, gdyż nowiutki był dosyć mokry i sklejał rzęsy. Im więcej razy jest użyty tym problem szybciej znika.
Na zdjęciach rzęsy lekko się skleiły, ale moje są toporne w malowaniu i do tego bardzo rzadkie, mało który tusz dobrze sobie z nimi radzi, a The Rocket spisał się na medal.

Znacie go? Jakie wrażenia? :)
Zapraszam ponownie na rozdanie.

Pozdrawiam, Karolina.






wtorek, 19 lutego 2013

Relaks dla zmysłów - Apart

Dzisiaj recenzja płynu do kąpieli firmy Apart jabłko i róża. :)
Na wstępie przepraszam za jakość zdjęć, ale ktoś wyrzucił moje denkowe zbiory, a tam właśnie przebywało opakowanie po płynie i niestety (albo i stety) muszę się posiłkować starymi zdjęciami, które kiedyś zrobiłam telefonem 'na próbę' :P

Od producenta:
Apart płyn do kąpieli Róża Jabłko wzbogacony kompleksem witamin o właściwościach pielęgnujących i odżywiających skórę. Zastosowane w płynie składniki intensywnie nawilżają skórę sprawiając, że staje się ona miękka i elastyczna.
Witamina A - przywraca skórze elastyczność.
Witamina E - opóźnia starzenie się komórek.
Witamina F - wzmacnia naturalną barierę ochronną.
Witamina H - stabilizuje gospodarkę tłuszczową skóry, zapobiegając zbytniemu wysuszaniu się lub przetłuszczaniu skóry.
Witamina B5 - łagodzi podrażnienia skóry.
Płyn posiada naturalny zapach, który odpręża i relaksuje zmysły. Kremowa i obfita piana delikatnie pieści ciało.


Pojemność: 1,5l
Cena:10-15zł
Zapach: Słodki, intensywny, relaksujący.
Konsystencja: jak w płynach do kąpieli, lejąca, ale nie wodnista, lekko kremowa.

Moja opinia:
Zacznę od tego, że płyn jest w 'rodzinnej' butelce dzięki czemu starcza na długo, wystarczy niewiele by zrobić dużo piany :)
Zapach jest rewelacyjny, wyczuwam różę, ale nie taką normalną - jest hmm słodka, pewnie dzięki jabłku :) Idealnie nadaje się do odprężających, relaksujących kąpieli. Dodam, że jak na płyn do kąpieli utrzymuję się na skórze dość długo.

Co do właściwości: skóra po nim jest oczyszczona, miękka i świeża, a co najważniejsze dla mnie - nie wysuszona.
Dodatkowy atut to właśnie zapach, który koi zmysły, dlatego mogę polecić ten płyn :)


 A tutaj pierwsza próba użytkowania maskary Rocket. Za jakiś czas pełna recenzja. Dziś mogę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona.


 Używałyście tego płynu? Jakie są wasze wrażenia? A może możecie mi polecić jakiś płyn o pięknym zapachu?

poniedziałek, 18 lutego 2013

Maybelline New York Rocket Volum Express & Smokey

Dzisiaj pokażę wam moje ćwiczenie w smokey'u, gdyż marnie mi to idzie.. Do niedawna myślałam, że taki makijaż na co dzień  nie pasuje do mnie, zawsze tylko kreska i kreska. Teraz wiem, że smokey eyes to moje przeznaczenie (hehe) i muszę nabrać wprawy w jego wykonywaniu :)

Wersja w  brązach:



Załapałam się także do testowania nowego tuszu Maybelline New York, Rocket Volum Express, więc za jakiś czas możecie spodziewać się recenzji. Lubię dobrze podkreślone rzęsy, dlatego nowy kolega się przyda. Swoją drogą szczoteczka jest bardzo ciekawa, to też efekty na oku też bardzo mnie ciekawią.


Używałyście tej nowości?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kreski w akcji

Dzisiaj znów przychodzę z tematem makijażowym. Tym razem postawiłam na kreskę.
Górna powieka standardowo czerń, a dolna fiolet. Mi efekt się podoba, chociaż mistrzynią w robieniu kresek nie jestem.
Oczywiście tak się starałam, że posklejałam rzęsy przy malowaniu ;P

Kreska czarna zrobiona tuszem Celia.
Dolna kreska: cienie Meis Cosmetics - Qianyu - fiolet.
Górna powieka: cień Bell beżowy
Rzęsy: głównie tusz Turbo Boost MNY i Celia :)





czwartek, 13 września 2012

Bell bronzer i kolorowe kreski.

Cześć.
Dzisiaj poczytacie troszkę o bronzerze rozświetlającym od Bell o którym pisałam też tutaj (sun bronzer shimmering powder).

Produkt jest zamknięty w plastikowym pudełeczku, z odkręcaną przykrywką co jest nieporęczne. Wolę kompakty na zawiasie :)

Sam bronzer jest podzielony na dwie części jaśniejszą i ciemniejszą. W jaśniejszej znajduję się bardzo dużo połyskujących drobinek, w ciemniejszej mniej. Dla osób lubiących mat bez shimmerków nie polecam.

Na twarzy rozprowadza się go łatwo, pigmentacja jest dobra, jednak nr 02 - chyba najjaśniejszy jako bronzer się nie nada bo daje delikatny efekt.

Już wam mówię jak ja go używam. :)

Strona jaśniejsza:
Jasną część używam do rozświetlania powieki (kładę na całą ruchomą powiekę) co stanowi dobry podkład do robienia kresek. Rozświetlam też nią kości policzkowe.

Strona ciemniejsza:
Używam jej do konturowania oka (tam gdzie powieka się załamuje) oraz konturuję delikatnie twarz (żuchwa itp.). Jeżeli chcemy mieć rozświetloną twarz nadaje się także jako puder na całą buzię.

Polubiłam się z tym bronzerem, w dodatku kosztował tak mało.

Na koniec kolorowe kreski. Zielona u góry - Wibo. Na dole niebieska - Mon Ami.
Brwiami się nie przejmujcie bo powoli zapuszczam i są w wielkim nieładzie :P

Co o nich myślicie? Pasuje takie połączenie kolorów?

niedziela, 9 września 2012

Mój sposób na Dermacol

Cześć.
Znacie Filmstudio Barrandov, Dermacol, Make Up Cover (Ekstremalnie kryjący podkład do twarzy)>
Dzisiaj chciałam wam co nieco o nim przybliżyć i powiedzieć 'z czym ja go jem' ;)
Od razu powiem, że mam wersję koloru 215 i 'starą' tubkę 216.
Góra - nowa wersja, dół stara.

Od producenta:                                                                                                                                        
Nowy Dermacol to:
- zwiększona pojemność do 30g,
- zmiana barw nasycenia odcieni, ułatwiająca dopasowanie koloru do własnej karnacji,
- wprowadzenie filtra SPF 30, którego zadaniem jest chronić skórę przed szkodliwymi czynnikami promieni UV,
- jest jeszcze trwalszy, wodoodporny, a jego konsystencja jest lżejsza, dzięki czemu pory skóry nie są zatkane i skóra może swobodnie oddychać.
Wystarczy bardzo niewielka ilość podkładu aby zakryć wszystkie niedoskonałości Twojej cery. Zawiera składniki, dzięki którym chroni przed działaniem wilgoci i wody morskiej - jest bardzo trwały i wydajny. Jest odpowiedni pod makijaż zarówno dzienny, jak i wieczorowy.
Doskonale sprawdza się przy:
- cerze naczynkowej, gdy policzki są różowe od popękanych naczynek,
- przebarwieniach skóry,
- cerze trądzikowej,
- cerze ze skłonnościami do alergii,
- cerze z piegami.
Dermacol został opracowany na bazie niezwykłej formuły umożliwiającej połączenie korektora z fluidem. Umożliwia to kamuflaż wielu zmian skórnych.
Podkład utrzymuje się na twarzy przez cały dzień bez konieczności dokonywania poprawek.
Zalecany dla każdego rodzaju skóry, także bardzo wrażliwej. Produkt jest hypoalergiczny, a więc nie podrażnia nawet bardzo delikatnej i wrażliwej skóry.

Skład: /kolor 210/: Cl 77891, Parrafinum Liquidum, Paraffin, Cera Microcristallina, Petrolatum, Alumina, Glyceryl Stearate, Silica Silytate, Parfum, +/- Cl 77492, Cl77421, Cl77499 (17.02.2010).

Moja opinia:
Minusy:
-opakowanie (aluminiowa tuba, która pęka a lakier z niej odpryskuje co jest bardzo nieestetyczne, a to że tubka pęka sprawia, że cover brudzi wszystko),
-nieumiejętnie nałożony tworzy maskę,
-w niektórych miastach dostępność,
-ciężko go zmyć co jest jednocześnie plusem,
-nie matuje, trzeba pudrować

Plusy:
-na prawdę ekstremalne krycie,
-utrzymuje się na twarzy od rana do wieczora, a nawet dłużej :)
-niska cena 16-22zł,
-wydajny!!!!!
-bezzapachowy
-filtr
-można nim wyczarować zarówno make up dzienny jak i wieczorowy,
-nie zapycha
-nie uczula
-można go używać jako korektor

Dermacol to mój ulubieniec. Na co dzień używam go jako korektor pod oczy. Idealnie zakrywa sińce! Wiadomo worków nie wypełni, ale nie widać podkrążonych oczu.
Tu macie porównanie, przed i po. Mam nadzieję, że widać. Nałożona minimalna ilość


Kiedyś używałam go namiętnie na całą twarz, bo chciałam zakrywać moje piegi, później jak już się do nich przyzwyczaiłam zaczęłam używać go tylko na jakieś większe wyjścia, gdzie chciałam wyglądać idealnie.
Podkład nie nadaję się raczej do nakładania go samodzielnie, chyba że do jakiś zdjęć, ponieważ jest gęsty i widać go wtedy na twarzy. Ja mieszam go z Super Stay 24h od Maybelline i jestem zadowolona. Ważne jest żeby podkład był jaśniejszy od coveru bo wtedy po wymieszaniu wygląda to naturalniej. Wszystko nakładam paluchami więc najpierw robię 'kropki' SuperStayem na twarzy a potem dosłownie dotykam dermacolu (gdy chcę uzyskać kryjący, ale naturalny efekt) i rozcieram na twarzy. Następnie pudruję i cieszę się piękną skórą :P

Kiedyś zdarzyła mi się wpadka i wysypało mi całą twarz, myślę sobie to pewnie przed dermacol, przecież taki ciężki jest i odstawiłam go na jakiś czas. Jak sobie o nim przypomniałam zaryzykowałam i... nic. Używam go nadal i zwiększonej liczby 'kolegów' nie zauważyłam, więc wtedy pewnie zapchało mnie co innego.

Polecam go wszystkim, którzy potrzebują zakryć piegi, przebarwienia, blizny itp. To na prawdę dobry studyjny kosmetyk za niską cenę tylko trzeba nauczyć się go używać.
Mimo starań na każdym zdjęciu wyglądam jakbym się świeciła :P Słabe zakrycie piegów celowe. Na żywo efekt dużo lepszy musicie mi wierzyć na słowo :)

Nierozsmarowana warstwa
A tutaj krok po kroku:
Puder i róż
Rozsmarowany dermacol z fluidem

Cienie Bell, kreska Avon

Tusz 2000calorie

Zaglądnij:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...