
Jakiś czas temu w akcji
Maybelline New York załapałam się do testowania nowej maskary
The Rocket Volume Express.
Pozytywnie zaskoczyła mnie jej forma i działanie, ale o tym za chwilę.
Na początku kilka słów od producenta:
Pokochaj nasz najbardziej odlotowy tusz wszech czasów!
DLA KOGO?
Dla kobiet, które pragną nadać swoim rzęsom natychmiastowy efekt wyrazistej objętości bez grudek.
DZIAŁANIE
•
Połączenie nowoczesnej szczoteczki Ultra – Sonic, która zapewnia
równomierne pokrycie tuszem zapobiegając powstawaniu grudek, z
legendarną formułą Fast – Glide, pozwala osiągnąć nawet 8 razy większą
objętość rzęs.
• Maskara dostępna w dwóch odlotowych odcieniach:
czarnym, o głębokim, intensywnym nasyceniu, oraz brązowym – dla kobiet
poszukujących wybuchowej objętości w nieco subtelniejszym wydaniu.
• Już niebawem dostępna będzie również wodoodporna wersja maskary The Rocket – doskonale sprawdzająca się wiosną i latem.
EFEKT
Wybuchowa objętość w ekspresowym tempie, pogrubione rzęsy bez grudek.

10ml tuszu otrzymujemy w różowo-granatowym opakowaniu z silikonową i dość nietypową szczoteczką (cena ok.30zł). Szata graficzna opakowania od razu rzuca się w oczy i zachęca do zakupu.
Widząc ją na półce w drogerii na pewno miałabym ochotę przekonać się o jej działaniu.
Szczoteczka Ultra - Sonic przypomina swego rodzaju miotełkę, jest duża i najeżona silikonowymi igiełkami. Jestem przyzwyczajona do dużych szczoteczek, ale do tej podchodziłam z rezerwą - bałam się, że będzie kłuć w oczy i kiepsko się nią będzie operowało, ale nic bardziej mylnego!
Włosie jest delikatne i świetnie rozdziela rzęsy. Już po pierwszym przeciągnięciu nią po rzęsach mamy
pięknie rozczesany wachlarzyk. Do tego zyskujemy zadowalające
pogrubienie i wydłużenie.
Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z natychmiastowym
uniesieniem moich sztywnych, opadających rzęs! I to bez długotrwałego machania szczoteczką. Daję za to The Rocket duży plus.
Cenię sobie tą maskarę też za to, że
nie powoduje efektu owadzich nóżek i nie tworzy grudek. Po użyciu innych tuszy rzęsy były jakby poszarpane i nierówne - przy 'Rakiecie' są gładkie.
Maskara utrzymuje się na swoim miejscu calutki dzień
bez kruszenia się - jest bardzo trwała. Musimy tylko uważać przy malowaniu, aby nie odbił się na powiece, bo kolor jaki daje to
wyrazista czerń.
Schnięcie zaliczam do średnio szybkiego.
Przyznam, że nie lubię go zmywać i bez dobrego płynu micelarnego/do demakijażu idzie ciężko, aż strach pomyśleć co będzie przy wersji wodoodpornej, ale zaliczam to na plus, bo w dzień
nie muszę się martwić, że coś spłynie. Można też poradzić sobie z tym wycierając nadmiar tuszu ze szczoteczki w chusteczkę.
 |
1: rzęsy bez tuszu, 2: jedna warstwa, 3: dwie warstwy |
Z początku miałam trudności z malowaniem nim, gdyż nowiutki był dosyć mokry i sklejał rzęsy. Im więcej razy jest użyty tym problem szybciej znika.
Na zdjęciach rzęsy lekko się skleiły, ale moje są toporne w malowaniu i do tego bardzo rzadkie, mało który tusz dobrze sobie z nimi radzi, a The Rocket spisał się na medal.
Znacie go? Jakie wrażenia? :)
Zapraszam ponownie na
rozdanie.
Pozdrawiam, Karolina.